Patrzac tak z wysokiego wzgorza, widze jedynie cienie ludzi, slepych na dobro. Ukryli oni prawdy gleboko pod ziemia, a pokazali mi klamstwo. Bylo one zamkniete w malym, czarnym pudeleczku, zawionzanym niezdarnie czerwona wstarzka. Dzwieki ktore sie z niego wydobywaly byly tak ponure i przygnebiajace ze nie sposob ich zapomniec. Czasem, gdy wspominam tamte zludne chwile, przesiane nienawiscia staje sie niczym one same, a serce mam z kamienia. Naszczescie one przeminely i nigdy nie wroca, tak samo jak drogi taki sam platek sniegu, czy taki sam kciuk palca.Tu wszystko sie konczy i tak samo jak te klamstwa, zamykam cienie i dawne wspomnienia w pudelku, a je same wyzucam na dno jedynego miejsca prawdy.
